Wyprawa motocyklowa – co zabrać ze sobą?

Wybierając się w kolejną podróż na dwóch kółkach za każdym razem zadajemy sobie to samo pytanie – co zabrać ze sobą? Na pytanie to nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, gdyż wiele zależy od charakteru wyprawy, kierunku podróży oraz indywidulnych upodobań każdego motocyklisty. Jednak zdecydowaliśmy się podzielić naszą listą rzeczy, która może być wygodnym punktem odniesienia do tworzenia swoich własnych.

Listę podzieliliśmy na dwie kategorie – rzeczy OBOWIĄZKOWE i OPCJONALNE. Pierwsza z nich zawiera rzeczy, które należy zabrać ze sobą w podróż motocyklową bezwzględnie od kierunku i charakteru przy założeniu będzie trwać co najmniej 1 tydzień. Druga lista z kolei zawiera, jak sama nazwa wskazuje, przedmioty opcjonalne, które można wziąć ze sobą jeżeli uprawiacie szeroko pojętą turystykę motocyklową z elementami nocowania „pod chmurką” oraz posiłków w terenie.

Warto przygotować sobie przestrzeń, na której zbierzemy wszystkie rzeczy, które chcemy zabrać ze sobą na wyprawę

Nie wymieniamy tutaj rzeczy oczywistych, takich jak… albo w sumie wymienię:

  • Prawo jazdy krajowe / międzynarodowe, o ile trzeba
  • Dowód rejestracyjny
  • Ubezpieczenie
  • Dowód osobisty / paszport
  • Pieniądze
  • Telefon (możliwość wybrania 112 w razie nagłej potrzeby) i ładowarka
  • Motocyklowe spodnie i kurtka lub kombinezon
  • Motocyklowe buty
  • Rękawice najlepiej również te motocyklowe
  • Kask

OBOWIĄZKOWE

Apteczka. Jak na syna lekarzy (Anton) przystało 🙂 , żadna nasza wyprawa nie obchodzi się bez zabrania ze sobą apteczki. Chociaż zwykle nieprzydatna, apteczka daje spore poczucie bezpieczeństwa w podróży.

Obowiązkowe elementy apteczki to:

  • plastry (lepiej więcej niż mniej w różnych rozmiarach)
  • bandaż zwykły
  • bandaż elastyczny i agrafki
  • waciki
  • środek dla odkażania ran
  • woda utleniona, a najlepiej coś w stylu Octenisept lub inny antyseptyk
  • leki przeciwbólowe (Paracetamol czyli Apap powinien dać radę, lub Ketonal Forte dla bardziej wymagających)
  • leki przeciwzapalne (Ibuprom)
  • leki przeciwko zatruciom, podrażnieniom żołądka (Smecta)
  • leki przeciwbiegunkowe (Loperamid – bardzo efektywny środek doraźny, ale nie wpływa na przyczynę niepożądanego stanu, od tego jest Nifuroksazyd)
  • leki na bóle brzucha (No-Spa)
  • środki przeciwko komarom / innym insektom (Mugga jest świetna, ale w Azji czasami da się kupić tańsze i skuteczniejsze środki)
  • krem z filtrem przeciwsłonecznym

Oczywiście jeżeli istnieją jakieś leki przyjmowane stale trzeba się w nie zaopatrzyć na cały okres wyjazdu + mieć receptę jakby z jakichś przyczyn (kradzież, przemoczenie) potrzebna była dodatkowa ich dawka.

Kosmetyczka. Kobieca od męskiej może się bardzo różnić jeśli chodzi o zawartość, ale do podstawowych jej elementów należą: szczoteczka i pasta do zębów oraz małe mydełko. I tyle. Cała reszta (golarka, żel pod prysznic, odżywka i takie tam) na wyprawie motocyklowej to luksus, zatem  pozostawiam to do indywidualnego osądu i pojemności kufrów.

Dżinsy lub inne długie spodnie z mocnego materiału. Da się na siłę przechodzić całą podróż w spodniach motocyklowych, ale czasem jednak spodnie na zamianę mogą się przydać. Jeżeli pogoda pozwala warto się zaopatrzyć także w krótkie spodenki.

Koszulki. 3 na tydzień to max 🙂

Bielizna, w tym skarpetki. Ilość kompletów dostosowana do indywidualnych preferencji 🙂

Ręcznik. Taki z mikrofibry zajmuje niewiele miejsca i świetnie spełnia swoją funkcję.

Nóż. Może być szwajcarski, my zabieramy zwykły składany i też daje radę. Byleby ostry i z dobrego metalu. Potrzebny jest by pokroić chleb, obrać owoce, odciąć coś niepotrzebnego, np. wiszący przy kole sznurek mocujący coś… Może się przydać do samoobrony w ekstremalnych sytuacjach.

Olej. Nie do smażenia kiełby, tylko do dolewania do motocykla. Nie dla każdego to jest pozycja konieczna, ale w przypadku starych Yamaszek wręcz niezbędna. Najlepiej przelać w buteleczki po 0,5l (plastikowe) i uzupełniać co 700-1000km.

Zestaw narzędzi. To jest absolutnie jedna z najważniejszych pozycji w bagażu. Dlaczego? Bo zawsze (sic!), zawsze podczas tygodniowej wyprawy coś się wydarzy. Chociażby łańcuch musi się poluzować (chyba, że ma się wał kardana). Powstaje zatem pytanie co i ile brać. Moja odpowiedź: im więcej, tym lepiej, w ramach rozsądku oczywiście 🙂 Solidny klucz angielski może zastąpić całą artylerię innych kluczy, ale nie wszystko. Przyda się sprawna grzechotka z podstawowymi nasadkami. Wkrętak płaski i krzyżowy też się przydaje. Zupełnie minimum: 2 klucze angielskie + kombinerki i wkrętak. Taśma klejąca izolacyjna też może się przydać.

Części zapasowe. Silnik obstawiamy, że przetrwa całą podróż bez szwanku, ale zapasowe świece, komplet bezpieczników i żarówek warto ze sobą mieć. Przepalają się w najgorszych momentach, fakt sprawdzony.

Zestaw naprawczy dla koła. Wiele jest wariantów i ofert na rynku. Wozimy tzw. koło zapasowe w sprayu firmy Holts, tak na wszelki wypadek. Odkąd wozimy ten dewajs żadna przykra sytuacja z kołem nam się nie przydarzyła. Jak ustrojstwa nie było, to owszem – patrz post o motocyklu w Birmie.

Smar / spray do łańcucha. Tak wiem, że są różne szkoły. Ja należę do tej, co smaruje łańcuch. Tak też zaleca producent i tego będę się trzymał. Smar to więc bardzo potrzebny środek, szczególnie jeżeli się wybieramy do rejonów, gdzie nie zawsze jest asfalt. Kilka przelotnych opadów po drodze z łatwością zmyje każdy smar z łańcucha zostawiając go niezabezpieczonym przed brudem i korozją. Dlatego warto sprawdzać stan łańcucha w zasadzie co 200-300 km i w razie potrzeby oczyścić od brudu i dosmarować. Oszczędzi to sporo czasu w przypadku potencjalnie poważniejszych kłopotów.

Dodatki do mocowania różnych rzeczy. Bardzo przydatny jest tzw. pajączek do naciągania na mniej sztywno przymocowane bagaże. Warto także mieć ze sobą linki i trytki, czyli inaczej opaski zaciskowe. Po co? Bo nie zajmują wiele miejsca, a czasami coś odpadnie czy się oderwie i trzeba to na szybko przymocować.

Latarka. Często niemiła niespodzianka, np. przepalona żarówka, zaskakuje nas po zmroku lub w przypadku spania pod namiotem jego rozbijanie po ciemku może się okazać nie lada wyzwaniem.

Kombinezon przeciwdeszczowy. Dobry kombinezonik zajmuje trochę miejsca, ale nie musicie czekać pod daszkiem jak pada i zastanawiać się czy zdążycie dojechać tam, gdzie planowaliście. Po prostu – zakładacie kombinezon i lewa w górę! Do zestawu warto dorzucić worki na śmieci, które zabezpieczają przed wodą nogi motocyklisty 🙂

Linka rowerowa z zapięciem. W niepewnych lokalizacjach w taki sposób zabezpieczamy nasze kaski zostawiając je na motocyklu i idąc zwiedzać. To samo na noc. W Polsce takie postępowanie jest zapewne przesadą, ale w bardziej egzotycznych krajach warto się dodatkowo zabezpieczyć.

Nawilżane chusteczki. Są potrzebne żeby chociażby umyć umazane smarem ręce w warunkach polowych czy przetrzeć szybkę od kasku oblepioną owadami.

Kominiarka. Bardzo się przydaje jako dodatkowa wartwa pod kaskiem na długich trasach w zakurzonych częściach świata. Chroni się w ten sposób i skórę twarzy i płuca.

Smartfon. Zainstalowany na tankbagu doskonale się sprawdza jako GPS. Ponadto służy jako aparat i komputer z łączem do internetu (sprawdzanie pogody, rezerwacja noclegów). Niekiedy sprawdza się także jako zwykły telefon.

Złodziejka. Coś, czego notorycznie zapominamy zabrać i później żałujemy. Wtyczek nigdy nie ma za wiele, ale urządzeń do ładowania owszem. Rozgałęźnik pomaga w takich sytuacjach i zapobiega konfliktom rodzinnym 🙂

 

Tak wyglądał nasz zestaw majówkowy (wyprawa w 2 osoby, 9 dni, 3 000 km)

OPCJONALNE

Apteczka, dodatkowe elementy.

Oprócz tych obowiązkowych wymienionych powyżej, będąc w krajach bardziej lub mniej egzotycznych warto zaopatrzyć się także w:

  • leki przeciwmalaryczne
  • probiotyki
  • środek do oczyszczania wody
  • coś na odwodnienie (np. Orsalit)

Kuchenka. Wariantów jest sporo – od spirytusowych po te gazowe w kształcie teczki. Najważniejsze, żeby „paliwo” było łatwo dostępne tam gdzie planujemy naszą podróż. No i żeby łatwo się pakowało do kufrów. Kiedyś korzystałem z palnika nabijanego – łatwy i szybki, ale w przypadku podróży motocyklem jest problem, bo jak już się raz palnik założy, to trzeba wszędzie transportować razem z kartuszem w jednym kawałku. Dlatego bardzo wygodnym rozwiązaniem jest kuchenka z gwintem wkręcanym, czyli tzw. zaworem zwrotnym – nabój z gazem sobie, a palnik sobie. Oczywiście warto się upewnić, żeby gwint był w miarę uniwersalny i pasował do wielu potencjalnych nabojów.

Menażka. Jak mamy już kuchenkę, to z czegoś jeść trzeba. Rynek oferuje sporo różnych zestawów, więc tu nie będę się rozpisywał. 3- częściowy aluminiowy zestaw sprawdza się świetnie w przypadku 2 osób.

Namiot. Wybór namiotu to temat szeroki jak rzeka. Sporo o tym pisze się w internetach. W naszym przypadku kierowaliśmy się kilkoma wytycznymi wybierając namiot:

  • jego rozmiar po złożeniu – miał się zmieścić w kufrze motocyklowym i sakwie rowerowej
  • jego kształt – nie chcieliśmy, żeby był to tunel, więc musiało być to iglo 🙂
  • waga – nie mógł być ekstremalnie ciężki, ale nie musiał być też niewiadomo jaki lekki (za lekkość sporo się płaci, a wypadów pieszych z plecakiem pod namiot nie planujemy)
  • chcieliśmy mieć przedsionek i nakładany tropik, żeby można było go w razie upalnych warunków ściągać

Wykonawszy nie lada research wybór padł na „amerykańca” Coleman Darwin 2 ST. Został już przetestowany podczas nocnej burzy i… daje radę. Nie testowaliśmy go w upalne dni, więc ciężko powiedzieć, czy się nadaje na cieplejsze kraje. Ale na naszej szerokości geograficznej sprawdza się wyśmienicie.

Śpiwór. To ustrojstwo może być przydatne nawet jeżeli nie planujecie spać pod namiotem. Zdarzało się nam nocować w pokoju, gdzie w pościeli nie tylko nie chciało się spać, ba, dotykać się jej nie chciało. A nieraz lokalizacja i pora sprawiają, że wybór zawęża się do jedynej opcji, tej właśnie z tą pościelą. Wtedy nasz prywatny śpiwór jest w stanie uratować nas przed kontaktem z niechcianą materią.

Jak namiot, to i maty samopompujące. Kiedyś myślałem, że samopompujące maty to ściema i nie ma po co marnować pieniędzy. Dopóki nie kupiliśmy takich w Dacathlonie. Bez nich już pod namiot ani rusz! Są ekstremalnie łatwe w obsłudze i sprawiają, że nocleg na leśnym runie kojarzy się z luksusem.

W zależności od kierunku wyprawy i warunków pogodowych warto rozważyć bieliznę termiczną. Przy nagłych zmianach temperatury jest przydatna zarówno w trakcie jazdy jak i do spania na przykład w górach w chłodniejszą noc.

Stopery. Jednym przydają się podczas jazdy, innym do spania pod namiotem lub w innych niecodziennych warunkach. Dużo miejsca nie zajmują, a mogą się przydać.

Klapki. Nie zawsze się chce stać pod prysznicem boso, a w butach motocyklowych nie wypada. Wtedy sprawdzają się klapki. Poza tym nawet w lesie wieczorem można dać nogom chwilę odpoczynku od butów motocyklowych.

Intercom. Urządzenie, bez którego odbyliśmy niejedną podróż motocyklową (a zatem da się), a bez którego już nigdzie nie jeździmy, odkąd je mamy. W przypadku jazdy z pasażerem, lub w kilka motocykli jest to świetny środek porozumiewania się, a podczas dłuższej jazdy naprawdę umila czas, bo umożliwia komentowanie i omawianie wszystkiego co widzimy wokół.

Powerbank. Nie trzeba chyba tłumaczyć do czego służy i udowadniać że jest baaaardzo przydatny. Szczególnie, jeżeli motocykl nie posiada gniazdka, od którego można ładować na przykład telefon z załączoną nawigacją w trakcie jazdy.

Gaz pieprzowy. To jest nowość, która znalazła się w naszym bagażu stosunkowo niedawno. Miejmy nadzieję, że się nigdy nie przyda, ale szczególnie chcąc rozbijać się „na dziko” warto mieć coś w celu samoobrony (oprócz wymienionego już składanego noża). Do gazu warto też dokupić specjalne chusteczki jakby gdzieś się nieopacznie psiknęło i trafiło w oko.

Po spakowaniu! Gotowi do wyjazdu 🙂

Listę tą pewnie można udoskonalać w nieskończoność. Każdy ma jakieś swoje preferencje i ograniczenia. Mamy nadzieję, że nasza propozycja komuś się przyda przy planowaniu podróży jednośladem, a może nawet pomoże nie zapomnieć czegoś ważnego 🙂

Scroll to top