O Birmie słów kilka

 

Anton – który to nasz pociąg?

Karo – ten o 16:00

Anton – a na rozkładzie?

Karo – hmmm…

Powyższe zdjęcie pokazuję tablicę z rozkładem jaką zastaliśmy na dworcu kolejowym w Rangunie. Na szczęście, jak to często w Azji bywa, nie byliśmy zdani tylko na siebie. W drodze na stację spotkaliśmy Kotoo. On wiedział, który to nasz pociąg 😉 … ale o Kotoo więcej w następnym wpisie 🙂

Plan podróży

Do Birmy wybraliśmy się w 2015 roku we wrześniu. Jako, że tam jeszcze wtedy kończy się pora deszczowa, to wykluczyliśmy wizyty na plaży. Natomiast deszcz, nawet monsun, nie był w stanie nas zniechęcić do odbycia chociaż części wyprawy motocyklami. Często nas o Birmę pytacie więc postanowiliśmy zrobić serię wpisów, w których podzielimy się wiedzą (oraz zdjęciami) zdobytymi podczas naszej birmańskiej wyprawy.

Podczas poszukiwań lotów do Birmy uznaliśmy, że jesteśmy gotowi na wszystko, żeby dostać się tam w miarę tanio i tym sposobem zaliczyliśmy wszystkie 3 największe porty przesiadkowe Azji 🙂 Ci z Was, którzy kochają Azję tak jak my, zapewne wiedzą, że często taniej jest przylecieć do Bangkoku, Singapuru lub Kuala Lumpur i stamtąd tanimi liniami lokalnymi lecieć do mniej turystycznego punktu docelowego. My lecieliśmy z Singapuru do Birmy JetStarem (http://www.jetstar.com), a Air Asią (http://www.airasia.com) opuszczaliśmy Birmę lecąc do Tajlandii.

Zgodnie z naszym rozkładem z Europy przylecieliśmy do Kuala Lumpur, skąd autobusem pojechaliśmy do Singapuru, skąd po krótkiej wizycie wylecieliśmy do Birmy, a konkretnie do Rangunu, gdzie spędziliśmy parę dni, a następnie ruszyliśmy w stronę Bagan pociągiem nocnym. Po dwudniowej wizycie w Bagan początkowo planowaliśmy płynąć do Mandalaj, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na chwilę dłuższy pobyt w tym pięknym miejscu i ruszyliśmy wieczornym minibusem do Mandalaj. Tam w końcu odebraliśmy nasze motocykle i do końca podróży już śmigaliśmy na małych chińskich 125cc.  Po zwiedzeniu okolic Mandalaj wyprawiliśmy się w stronę Hsipaw, a następnie na południe do Inle Lake i Naypyidawu. Zwiedzając jeszcze parę miejsc po drodze zakończyliśmy podróż powrotem do Mandalaj.

Trochę o organizacji…

Każdą podróż warto zacząć planować od sprawdzenia czy jest nam potrzebna wiza 🙂 W przypadku Birmy są 2 opcje. Jedną jest aplikacja o wizę w ambasadzie w Berlinie (lub w Bangkoku, jeśli planujecie lecieć przez Tajlandię). Druga opcja to e-visa. My zdecydowaliśmy się na tę drugą i jeśli nie zależy Wam na wklejanej wizie ze zdjęciem „na pamiątkę” w paszporcie, a wystarczy Wam stempel, to zdecydowanie zachęcamy do tej opcji. Jest szybka i co więcej tańsza od standardowej procedury. Nie napotkaliśmy żadnych problemów na granicy. Wystarczyło mieć wydrukowaną kopię tej wizy.

Birma, a właściwie Mjanma, jest coraz popularniejszym miejscem wypraw backpackers’ów więc powoli też rośnie jej baza noclegowa, ale nie jest tam tak tanio jak w Tajlandii czy Malezji. My zrobiliśmy rzecz dla nas nietypową i zabookowaliśmy dużo noclegów przed wyjazdem, ale w miejscach w których tego nie zrobiliśmy udawało nam się znaleźć jakieś sensowne opcje. Fajna opcja to nocleg w klasztorze, o której wiele czytaliśmy, ale sami się nie załapaliśmy, ale też specjalnie nie szukaliśmy 😉 W każdym razie jeśli lubicie przygodę to możecie spróbować znaleźć jakiś klasztor buddyjski, za niewielką opłatą będziecie mogli tam zostać na noc i podpatrzeć życie mnichów. Szczególnie na północy kraju, gdzie jest mniej turystycznie powinno się udać coś znaleźć.

Jeśli chodzi o transport to planowaliśmy jeździć motocyklem, więc dla tych którzy też mają takie plany to ciekawostka – w Birmie panuje ruch prawostronny, jednocześnie większość prywatnych samochodów posiadała kierownice przystosowaną do ruchu lewostronnego. Historia ze zmianą ruchu jest dość nietypowa. W latach ’70 Generał Ne Win podjął decyzję o zmianie ruchu z lewostronnego na prawostronny…historia mówi, że Generał chadzał do wróża, który mu radził jak rządzić. No i pewnego dnia wróż zakomunikował, iż Państwo za bardzo podąża w lewo… cokolwiek miało to oznaczać, na pewno zmartwiło to Ne Wina, który zdecydował się wprowadzić „balans” poprzez właśnie zmianę ruchu. Czy ta historia jest prawdziwa? Nie wiemy 🙂 ale wiemy, że od lat ’70 wielu właścicieli nie zmieniło pojazdów 🙂  P.S. Wynajem i podróż motocyklem po Birmie będzie  tematem osobnego wpisu.

Poza tym poruszaliśmy się jeszcze autobusami/busami i pociągiem. O autobusach można powiedzieć, że są tanie, punktualne i standardem nie odbiegają jakoś od tych z polski…. przy czym wiadomo, klima na maksa przez całą trasę i atrakcje w postaci birmańskich oper mydlanych na ekranie. Natomiast pociąg to już zupełnie inna bajka. Zdecydowaliśmy się na wersję luksusową, czyli przedział sypialny… a raczej pół wagonu.  Wejście do naszego przedziału było prosto z peronu, co oznaczało, że nie mieliśmy możliwości przejść do innych wagonów podczas jazdy. Nikt też do nas nie miał możliwości przyjść, ale niespecjalnie ktokolwiek się do nas wybierał, bo w trakcie podróży trwającej od 16 do 9 rano dnia następnego nikt się nie pojawił. Sam przedział był bardzo przestronny, na dole po dwóch stronach były dwa rozkładane dwuosobowe łóżka, a na górze dwie jednoosobowe prycze. Na dodatek mieliśmy prywatną toaletę, która zgodnie z azjatyckim zwyczajem miała wąż z natryskiem. Jak już wspominałam pociąg był o 16:00 a my tego dnia mieliśmy dużo atrakcji więc z radością wykorzystaliśmy zastany natrysk jako… prysznic 🙂 Natomiast nie luksus przedziału zapamiętaliśmy najbardziej, a jakość torów kolejowych i związane z tym wrażenia… birmański pociąg na trasie Rangun – Bagan polecamy wszystkim miłośnikom roller-coasterów 🙂

 

Aha, jeszcze jedna rzecz 🙂 Pod koniec 2015 roku wi-fi było w miarę dostępne, ale prędkością przypominało internet z początków jego czasów. Ładowanie map na google maps było na tyle niemożliwe, że przerzuciliśmy się całkowicie na aplikację maps.me (którą bardzo polecamy!).

Pierwsze wrażenia

Rangun przywitał nas słońcem, klasycznym azjatyckim chaosem oraz przepiękną kolonialną architekturą. Chociaż mieszka tu ponad 7 milionów ludzi to jednak nie odczuliśmy specjalnie tłoku. Rangun został zbudowany przez Brytyjczyków i był stolicą Birmy od czasów kolonialnych do całkiem niedawna, bo aż do 2005 roku. My podczas naszej podróży odwiedziliśmy co najmniej cztery miasta, które swego czasu pełniły rolę stolicy Mjanmy i z czystym sercem możemy polecić spędzenie chwili w tym pięknym mieście. Nie ma zbyt wielu podobnych w Azji, to na pewno 🙂

 

Chodząc po mieście i chłonąc tamtejszy klimat zauważyliśmy ku naszemu zaskoczeniu, że mężczyźni chodzą w… spódnicach 🙂 Spódnica ta… a raczej birmańskie ‚longyi’ jest na tyle popularnym strojem, że gdy cała nasza trójka (podróżowaliśmy z Kirylem – przyjacielem Antona z czasów dzieciństwa) nie miała odpowiedniej długości spodni na wejściu do Shwedagon Paya to wszyscy zostaliśmy poproszeni o zakupienie sobie takiego wdzianka:) W Shwedagon Paya spotkaliśmy miłego Birmańczyka mówiącego nieźle po angielsku, który zaserwował nam oprowadzanie z przybliżeniem buddyjskich tradycji. Pomimo dość wielu osób w świątyni byliśmy jednymi z niewielu zagranicznych odwiedzających w tym dniu.

Pierwszy dzień w Rangun rozbudził w nas ochotę na lepsze poznanie tego kraju i jego kultury, a okazję ku temu zdobyliśmy dzięki poznaniu wcześniej wspomnianego Kotoo, który zaprosił nas na zwiedzanie swojej wioski, na co z chęcią przystaliśmy i umówiliśmy się z nim na spotkanie…. ale o tym w kolejnym wpisie 🙂

Scroll to top