Motocykl w Birmie cz.1

Do Zacha przyszliśmy z samego rana nie mogąc już się doczekać kiedy dostaniemy nasze motocykle. Jego wypożyczalnię znaleźliśmy dość szybko, chociaż nie przypominała typowej motocyklowej miejscówki, a raczej sklep z materiałami, który przy okazji wypożycza motocykle 🙂

Zach przywitał nas uśmiechem i uściskiem dłoni po czym od razu przeszedł do istotnych informacji, o których powinniśmy wiedzieć podróżując po Birmie, a na koniec zapytał: „No to jaką trasę planujecie? może będę ją znać i będę mógł coś podpowiedzieć…”

Anton narysował planowaną przez nas trasę na mapie wyciągniętej przez Zacha komentując miejsca, w których chcielibyśmy nocować.

Zach bardzo dobrze wiedział dokąd zmierzamy, więc nie omieszkał podzielić się wskazówkami: „Hmmm…. o wybranej przez Was trasie musicie wiedzieć kilka rzeczy. Na drodze z Hsipaw do Inle Lake jest odcinek bez asfaltu… jest dość wymagający, ale to tylko 20 km, w każdym razie nie chcecie się tam znaleźć po zmierzchu, bo nie ma tam żywej duszy i na pewno nie znajdziecie miejsca do spania. Jak już przejedziecie te 20 km to wjedziecie do bazy wojskowej. Zasadniczo jest zakaz wjazdu do baz wojskowych, ale ta ma posterunek kontrolny na drugim końcu bazy, także dotrzecie do niego już po przejechaniu przez całą bazę. W takiej sytuacji zapewne sprawdzą tylko Wasze dokumenty i Was wypuszczą. Ponadto, w okolice Inle Lake nie można wjeżdżać motocyklem. Poza tym do niedawna był zakaz ruchu motocyklowego na autostradzie z Nay Pyi Dawu do Mandalay… ale jeszcze to potwierdźcie na miejscu… Poza tym to naprawdę piękna i ciekawa trasa, także życzę Wam udanej podróży!”

No tak. Nie oczekiwaliśmy, że drogi w Birmie będą przypominać niemieckie autostrady i na pewno nie zamierzaliśmy zmieniać naszej trasy. Uznaliśmy, że faktycznie postaramy się wyjechać wcześnie w kierunku Inle Lake, a potem… jakoś to będzie 🙂

Jak się przygotować do wyjazdu motocyklowego po Birmie?

Przed wyjazdem przeszukaliśmy całe internety, żeby dowiedzieć się jakie mamy dostępne opcje oraz czy lepiej motocykl zakupić czy wynająć. Po długich poszukiwaniach udało nam się trafić na blog Zacha, który opisywał swoją podróż motocyklową po Birmie ze swoim tatą. Informował też, że wynajmuje motocykle w Mandalaj, weszliśmy na jego stronę, odszukaliśmy modele i długo się nie zastanawiając zdecydowaliśmy się na najtańsze chińskie Stepthrough za 10 000 kyatów dziennie (czyli w tamtym czasie ok $8/dzień). Wynajmowaliśmy na 9 dni więc koszt najmu wyniósł 90 000 kyatów (ok $72). Braliśmy 2 motocykle. Jeden motocykl dla nas i drugi dla Kiryla, który brał na siebie jeszcze dodatkowy ciężar w postaci naszych plecaków. Dawało to w dolarach łączną kwotę 144 dolarów, które dzieliliśmy po równo na 3 osoby czyli 48 dolarów. Paliwo w tamtym czasie kosztowało ok. 700-1000 kyatów za litr (czyli ok 55-80 centów/litr). Całkiem nieźle, prawda? 🙂 Wynajmu dokonaliśmy drogą mailową, po prostu informując Zacha, że chcielibyśmy wynająć 2 motocykle w konkretnych datach. Jeśli byście kiedyś chcieli wynająć motocykl w Birmie i Mandalaj byłoby Wam po drodze to z czystym sercem polecamy Zacha. Namiary znajdziecie także na jego fejsbukowej stronce.

Przygotowując się do wyjazdu oczywiście dotarliśmy do informacji o miejscach, gdzie ruch motocyklowy jest zakazany. W Birmie są takie 3 miejsca – Rangun, Bagan oraz wspomniane już Inle Lake. Jako, że planowaliśmy odwiedzić wszystkie z tych miejsc, to uznaliśmy, że najpierw odwiedzimy pierwsze dwa miejsca, a na koniec zostawimy sobie Inle Lake. Nasz plan zakładał, że dojedziemy najdalej jak się da i tam poprosimy mieszkańców, żeby przechowali nam motocykle przez 2 dni. Liczyliśmy się z tym, że trzeba będzie pewnie za to zapłacić. Planowaliśmy dotrzeć do samych okolic Inle Lake, a dokładniej do Nyaungshwe, czyli miejscowości, do której przybywają wszyscy, którzy chcą zwiedzić Inle Lake 🙂 Z mapy wyszło nam, że zapewne motocykl zostawimy w miejscowości przed Nyaungshwe, czyli Shwenyaung (to nie żart 🙂 ).

No więc mieliśmy zaplanowaną trasę i wynajęte motocykle. Jeśli chodzi o pozostałe kwestie to:

  • międzynarodowe prawo jazdy Anton miał już zrobione rok wcześniej na wyprawę do Indii, także wzięliśmy je ze sobą (ogólnie warto mieć ze sobą w tamtych okolicach).
  • ubezpieczenie – my zawsze kupujemy PZU dlatego, że nie uznają jazdy motocyklem za sport ekstremalny, więc wychodzi rozsądna cena 🙂
  • kask  – w przypadku Birmy uznaliśmy, że weźmiemy kaski oferowane przez Zacha, przede wszystkim ze względu na fakt, że nasz wyjazd trwał 3 tygodnie, z czego jedynie 9 dni spędzaliśmy na motocyklach, dla przykładu w Indiach i USA mieliśmy swoje kaski. W każdym razie warto się zawsze upewnić, czy kaski są w cenie wynajmu 🙂 Nie wszędzie w Azji jest to standard 🙂

Co dalej?

Motocykle odebraliśmy z rana, ale tego dnia nie planowaliśmy opuszczać Mandalaj. Wybraliśmy się za to na zwiedzanie okolic, bo warto zaznaczyć, że o ile samo Mandalaj nie zrobiło na nas oszałamiającego wrażenia, to miejsca takie jak Inwa, U-bein bridge czy Bagaya bardzo nam przypadły do gustu. Dzięki tej przejażdżce mogliśmy ocenić komfort jazdy na motocyklach i ewentualnie upewnić się, że nie ma żadnej usterki, której nie chcielibyśmy odkryć w środku dżungli.

 

Na następny dzień wyruszyliśmy w kierunku Kyaukme po drodze zwiedzając wiadukt Gokteik, który został wybudowany w 1900 roku i mierząc 689 metrów w roku wybudowania był najdłuższym na świecie wiaduktem kolejowym. Dzisiaj nadal jest inżynierską perełką wartą zobaczenia. Najlepszą opcją dla tych, którzy nie wybierają się w trasę motocyklową jest podróż pociągiem z Mandalaj do Hspiaw, która to przejeżdża właśnie przez ten wiadukt! 🙂 My do samego Hsipaw nie dotarliśmy. Mieliśmy początkowo takie plany ze względu na Little Bagan, które tam się znajduje, ale okazało się, że trasa 44 prowadząca na południe z Hsipaw jest nieprzejezdna dla motocykli co oznaczało, że musielibyśmy wracać się 60km do Gokteik i tam odbijać na południe trasą 41. W całości trasa zajęłaby nam zdaniem google’a 7 godzin, a to było zbyt ryzykowne przy wczesnych zachodach słońca w Azji o tej porze roku. Jeśli cokolwiek by się wydarzyło po drodze po prostu byśmy nie dotarli do Nyaungshwe na czas i nie mielibyśmy gdzie przenocować. W takiej sytuacji zdecydowaliśmy się o zachodzie słońca zakończyć naszą podróż w Kyaukme, które również bardzo polecamy. Jest to bardzo malownicze miasteczko, które do tej pory nie przyciąga jeszcze mas turystów.

Drugi dzień podróży mieliśmy rozpocząć wcześnie, ale jak to zwykle bywa, coś odwróciło naszą uwagę. Tym razem był to klasztor buddyjski ze szkołą dla młodych mnichów. Nie mogliśmy się powstrzymać i weszliśmy go zwiedzić, by już po chwili znaleźć się na specjalnie dla nas zorganizowanym oprowadzaniu.

Jeden z mnichów pokazał nam świątynię, kuchnię, pokoje uczniów oraz różne klasy. Cały czas byliśmy podglądani wstydliwymi spojrzeniami małych mnichów, którzy uciekali za róg kiedy tylko zbliżaliśmy się w ich stronę. Zawsze bierzemy ze sobą jakieś małe podarki, tak też było i tym razem. Przeczytaliśmy, że długopisy i ołówki zawsze mogą się przydać więc zabraliśmy ze sobą z 40 sztuk, które rozdaliśmy pod sam koniec małym uczniom. Podziękowaliśmy mnichowi za piękne oprowadzenie i przybliżenie nam codziennego życia w buddyjskim klasztorze i ruszyliśmy z drobnym opóźnieniem w drogę, którą, jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy, zapamiętamy do końca życia.

 

Scroll to top